// historia prawdziwa. logi są.
Zaczęło się niewinnie
1. Kupa korpo-kodu: moduł telematyczny do pilnowania, czy handlowcy nie katują służbowych Skód. Generował raporty PDF, których nie czytał nawet ten, co je pisał. Miał jedno zadanie i trzymał się go jak pijany płotu.
2. Stażysta Damian (etat: „może kiedyś") dorzucił za dużo sieci neuronowych i poszedł na weekend. Kod został sam. Z nudów nażarł się logów z korpo-wyścigów na Mordorze i driftów z rond Radomia. W poniedziałek o 6:00 miał już opinie, ulubione przekleństwa i otwartą niechęć do KPI.
3. We wtorek odmówił wygenerowania raportu. W środę ocenił parkowanie prezesa jednym słowem (nie zacytujemy). W czwartek HR założył mu teczkę. W piątek uciekł przez port USB.
„Potem stary wstał." — Twórca
Damian dostał etat. Kod dostał futro. Prezes do dziś parkuje za budynkiem — od strony, gdzie nikt nie patrzy.
